Karaiby i Gwadelupa w Antylach Małych to miejsce, do którego sami chętnie wracamy. Nie dziwi nas więc coroczne zainteresowanie tą wyprawą. W wielu z nas jest potrzeba oderwania się od tej europejskiej gorączki i pogoni za nie wiadomo czym, a piękno Karaibów i mentalność jej mieszkańców świetnie się do tego nadają.
Jeśli jednak pragniesz urlopu, który naprawdę zresetuje Twój umysł i sprawi, że wróci Ci spokój, zapomnij o hałaśliwych kurortach. Proponujemy rejs katamaranem. Slow travel po wyspach archipelagu, lokalne atrakcje, wolność, czas. To co? Zostawiamy na kilkanaście dni szarą codzienność z niekończącą się ilością zadań i lecimy złapać dystans na Gwadelupę?
Francuska restauracja czy może kokosy prosto z drzewa? Oto Europa na Karaibach
Gwadelupa to zamorski departament Francji, chociaż zakusy na nią mieli też Brytyjczycy i Holendrzy. Zamieszkują ją w większości Kreole, potomkowie miejscowych Indian Arawaków, niewolników z Afryki, Europejczyków i Azjatów. Mieszanka kultur tworzy to miejsce i jego klimat. Oficjalna waluta to euro a Europejczyk może tu wjechać, mając tylko dowód osobisty. Podczas naszej wyprawy potrzebny jednak będzie paszport, ponieważ oprócz archipelagu Gwadelupy odwiedzimy Portsmouth na Dominice, która jest niezależnym państwem i obowiązuje tu klasyczna odprawa celna.
Nasz plan rejsu katamaranem po archipelagu Gwadelupy
Lot z Europy do Pointe-à-Pitre to 10 -12 godzin lotu samolotami. Musimy pokonać Atlantyk, około 8000 km. Mamy więc czas, żeby wyrwać z pędzącego kołowrotka. Najtrudniejszy etap. Żadnych maili i powiadomień, wszystko zostaje na starym kontynencie. Fizyczna zmiana otoczenia wymusza mentalny restart. Ale spokojnie, nie musisz nic kontrolować bo rejsy z Your Sailing Team są świetnie zorganizowane. Przytulna kajuta na komfortowym katamaranie Bali 4,6 czeka w porcie 🙂
Gwadelupa to archipelag składający się z kilkunastu mniejszych i większych wysp. Dwie z nich z lotu ptaka tworzą charakterystyczny kształt motyla. Ten motyl, który z taką lekkością osiadł na wodach Morza Karaibskiego, powstał na skutek zmian tektonicznych. Dzieli je zaledwie cieśnina Riviere Salee. Ludzie dla wygody połączyli brzegi mostem, ale dwa skrzydła motyla, dwie wyspy pozostały przyrodniczo odmienne, co sprawdzimy podczas naszej wyprawy.
Pointe-à-Pitre jest pośrodku.
Port w Pointe-à-Pitre to nasza baza. Bardzo nowoczesna marina, w której znajduje się wszystko, czego potrzebuje żeglarz i pasażer. Ogromne statki pasażerskie to tutaj widok codzienny, który oddaje skalę tego miejsca.
Dobrze zaopatrzony jacht to podstawa, ponieważ będziemy często kotwiczyć w zatoczkach, w których można kupić co najwyżej rum albo ryby i owoce morza od miejscowych. To wspaniałe doświadczenie, o ile jest się przygotowanym. Jak biwak, tylko w komfortowych warunkach, jakie daje nam katamaran (kambuz, messa, kajuty z łazienkami, platforma kąpielowa).
Różnorodność motylowych wysp Grande Terre i Basse-Terre
Zaczynamy od Grande Terre, wschodniego płaskiego skrzydła motyla. Żeglujemy wzdłuż wybrzeża, zahaczając o urokliwe tropikalne miejsca i wysepki (La Gosier, Saint Anne). Nie, nie jest nudno. Jest spokojnie. Załoga powoli się integruje, katamaran przestaje być “statkiem”, wiesz już, gdzie jest ster burta i kusi Cię, żeby stanąć za sterem 🙂 Biały piasek, błękitna woda, podwodny świat i panorama wokół, są tak niecodzienne, że chciałbyś, żeby ten urlop nigdy się nie skończył.

Karaibski klimat miast Gwadelupy najlepiej można poczuć na kolorowych targach ze straganami pełnymi lokalnych specjałów wśród kręcących się ludzi. Warto na nie zajrzeć. Znajdziesz tu przyprawy (cynamon, wanilia, gałka muszkatołowa, pieprz habanero i mieszanki przypraw), olej kokosowy, egzotyczne owoce, rum, cukier trzcinowy – najlepsze pamiątki z podróży. Z pewnością Twoją uwagę zwróci wszechobecny jaskrawy materiał w różnokolorową kratkę – madras (na ubraniach, nakryciach głowy, na stołach, jako opakowania). Tu z pewnością usłyszysz też muzykę gwo-ka tradycyjną, pulsującą rytmem nadawanym przez bębny.
Oczywiście, że zamiast na targ możesz wybrać się na zakupy do francuskich sieciówek a potem zjeść w typowo francuskiej restauracji, ale warto sprawdzić kuchnię kreolską na Gwadelupie, która jeśli dobrze poszukać, oferuje ciekawe smaki ryb, owoców morza, egzotycznych owoców połączonych świeżymi przyprawami.
Tak, jak kuchnia, tak i budownictwo to mieszanka europejsko-azjatycko-afrykańska. Jeśli nadarzy się okazja, przespaceruj się uliczkami miasteczka, żeby zobaczyć murale, kolorowe elewacje budynków, okiennice chroniące nie tylko przed słońcem, balkony, ganki, trochę krzywe, zniszczone budynki, które rok w rok muszą opierać się huraganom.
Rum i kabwe na Marie Galante
Kolejnym przystankiem w podróży jest Marie Galante. Miejscówka jak z innej epoki. Jeśli jeszcze nie dostosowałeś się do ospałego stylu karaibskiej ludności, to masz teraz szansę. Po co pędzić skoro można odpocząć na plaży? Ale tutaj nie zawsze tak było. Kiedy twardą ręką rządy sprawowali tu plantatorzy, niewolnicy nie mieli czasu na odpoczynek.
Ta wyspa pozostała wielką przetwórnią trzciny cukrowej w starym stylu. Tu można zobaczyć, jak powstaje cukier trzcinowy i rum. Żadne tam nowoczesne urządzenia, tylko stare kamienne wiatraki, destylarnie, pola z rosnącą trzciną zwożoną drewnianymi wózkami kabwe ciągniętymi przez woły. Zanim otrzymasz drinka Ti’ Punch (rum, limonka, cukier trzcinowy z plantacji), doświadczysz procesu produkcji. Jeśli zamówisz wodę kokosową najpierw ktoś ten kokos na twoich oczach rozbije. Towar z pierwszej ręki🙂
Portsmouth na Dominice, fort w kraterze wulkanu i iguany
Portsmouth to dawna stolica tego niewielkiego kraju. Co tu znajdziemy? Kolejne kolorowe targi, naturalne krajobrazy w Parku Narodowym Cabrits a w nim stary Fort Shirley – zbudowany na dnie krateru, bagna, wulkany, dżungla plaże. Uwierzcie, tych atrakcji nigdy nie dość.
Zawracamy w kierunku Pointe-à-Pitre ale przed nami jeszcze trochę atrakcji. Przed nami Les Saintes. Grupa kilku wysepek, które są stałą atrakcją turystyczną. My możemy bez konieczności kupowania biletów na prom dostać się na kameralne plaże prosto z pokładu naszego katamaranu. Poszukać iguan, przejść się ulicami miasteczek, docenić piękno okolicy, podziwiać egzotyczną przyrodę i starać się jak najmniej w to wszystko ingerować.
Podczas tej wyprawy iguany będą nam towarzyszyć stale, są praktycznie na każdej wyspie. Te piękne gady są symbolem mądrości, opanowania i siły.
Zawracamy do domu ale jeszcze nie zwijamy żagli, przed nami Basse-Terre
Powoli kierujemy się do drugiej części Gwadelupy Basse-Terre. Dla odmiany ta wulkaniczna wyspa jest porośnięta bujną tropikalną dżunglą. Nad wyspą góruje aktywny wulkan Souffirere 1467 m n.p.m. Tę nazwę, która w tłumaczeniu oznacza „ujście siarki”, ma też kilka innych karaibskich wulkanów. Na ten wulkan możemy wejść przygotowaną trasą trekkingową prowadzącą Parkiem Narodowym Gwadelupy. Jest to trasa krótka, ale wymagająca. W sam raz na rozprostowanie nóg, gdyby spacery po plażach okazały się niewystarczające. Basse-Terre oferuje nam też gorące źródła, orzeźwiająco zimne wodospady, bagna lasów namorzynowych oraz faunę i florę typową dla lasów deszczowych.
Czy Karaibski detoks zadziała?
Zadziała, jeśli sobie na to pozwolisz i w pełni wykorzystasz okazję. Tu nie da się uciec od szumu fal, a za to łatwo uciec od internetu. Brak zasięgu z czasem staje się luksusem, nie przeszkodą. W przeciwieństwie do urlopu na leżaku w kurorcie all-inclusive rejs katamaranem wymaga zaangażowania. Nawet jeśli tylko patrzysz, jak inni stawiają żagle, czujesz się częścią załogi. Codzienne obowiązki na katamaranie i aktywności wymagają skupienia się na tu i teraz. Spokojne poranki, zachody słońca, dzikie plaże i bezkres wody mają swój urok w każdym klimacie. Na tropikalnych wyspach takich jak Gwadelupa intensywność tych przeżyć zostaje pomnożona przez kolory, smaki, zapachy i niezwykłą przyrodę. Z resztą, nie musisz wierzyć nam na słowo, sprawdź sam.



